czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział X

       Jak co roku pierwszego września na peronie 9 i 3/4 panował nieopisany harmider. Sowy huczały, koty miauczały, a co młodsi uczniowie płakali. Jedynie mała grupka stojąca tuż koło pociągu naradzała się po cichu. Poszukiwania Harry'ego trwały już od miesiąca, a Zakon Feniksa wciąż nie miał pojęcia gdzie może być chłopak. Ich jedyna poszlaka, jasnowłosa dziewczyna z Privet Drive, zniknęła jakby nigdy nie istniała, a oni musieli w końcu uwierzyć w treść krótkiego listu. Dlatego też na dworcu wraz z rodziną Weasley'ów i Hermioną pojawili się Remus, Tonks oraz Moody. Każde z tej dziwnej zbieraniny spoglądało co chwilę w kierunku wejścia oczekując, typowego dla pojawienia się Pottera, zamieszania. Kiedy jednak w końcu nastąpiło przybrało nieoczekiwaną formę. 
Pierwszy przez wejście wpadł, i to dosłownie, wysoki chłopak o wielokolorowych włosach. Ubrany w luźne jeansy i  koszulkę wyglądał na takiego, który mało czym się przejmuje. Teraz jednak wyglądał na bardzo niezadowolonego.
-Notos k*rwa! Miałeś mi pokazać, a nie mnie wrzucać! - początkowo zamiast odpowiedzi usłyszeli tylko czyjś śmiech, a po chwili na peronie pojawił się czarnowłosy chłopak. Cały ubrany na czarno pozwalał, aby to jego niesamowicie zielone oczy skupiały całą uwagę otoczenia.
-Daj spokój Szaman. Przecież ostatecznie trafiłeś, prawda? - czarnowłosy uśmiechnął niewinnie doprowadzając kilka biednych, niewinnych uczennic do palpitacji serca - Nieważne jak, byle do celu! Nie wiesz, że to dewiza życiowa wszystkich znaczących osób w każdym społeczeństwie?!
-Sool! Ratuj mnie przed tym psychopatą! - chłopak zwrócił pełne nadziei oczy na właśnie przybyłą dwójkę dziewczyn. Jedna miała czerwone włosy związane w wysoką kitkę, czerwone rybaczki i czarną tunikę.Za nią szła dziewczyna o czarnych włosach, które nawet zaplecione w warkocz sięgały do pasa. Do tego założyła krótkie spodenki i top sięgający do pępka. I choć wyglądała naprawdę ładnie, a wręcz zjawiskowo to nie ona przyciągnęła całą uwagę. Na smyczy prowadziła ogromnego, czarnego psa, który niezaprzeczalnie mógł się skojarzyć z ponurakiem. - Chociaż właściwie nie, jeśli masz zamiar zbliżyć się z tym bydlęciem!
-Szaman, nie dramatyzuj. Zachowujesz się jakbyś dzisiaj poznał mojego brata. - dziewczyna stanęła koło wcześniej omawianego chłopaka i nikt by nie zwątpił, że są rodzeństwem. Rozejrzała się się ciekawie po peronie, aż w końcu natrafiła wzrokiem na Weasley'ów i resztę gromadki. - Nii-san to chyba twoi przyjaciele...
Młody Fineriell odwrócił głowę i musiał przyznać jej rację. Prawdopodobnie już go rozpoznali, ponieważ przyglądali się im z niezbyt inteligentnymi minami. Uśmiechnął się z pewnym wymuszeniem starając się podejść do tego obiektywnie i rozsądnie. To nie ich wina, że dali się omotać dyrektorowi. Nikt z nich nie był na tyle blisko Dumbledore'a żeby dostrzec jego błędy i półprawdy. Starając się powtarzać to w swojej głowie często i z dużym zaangażowaniem ruszył przez dworzec w ich stronę.
-Cześć. - przywitał się nie do końca wiedząc co powiedzieć. Zazwyczaj, a już szczególnie po szkoleniu z siostrami Lancaster, nie miał problemu z dobieraniem słów. Teraz jednak czuł, że coś między nim, a jego starymi przyjaciółmi się zmieniło. I to prawdopodobnie nieodwracalnie, ponieważ nawet jeśli oni byli wciąż tacy sami to on sam nie. - Mam nadzieję, że się nie martwiliście...
-Martwiliście??!! - przerwała mu z krzykiem Granger - Nie no, skądże znowu! Zniknąłeś na  miesiąc nie wiadomo gdzie i z kim zostawiając nam tylko jakąś durną karteczkę! Oczywiście, że się martwiliśmy idioto! Nie wiem co sobie myślałeś, ale wiesz co musiał czuć profesor Dumble...
Nie dane jej było dokończyć zdania, ponieważ wszyscy nagle usłyszeli potworne warczenie. Hermiona podskoczył rozglądając się z przestrachem. Tuż koło nich stała Alice, która musiała podejść w czasie tyrady gryfonki, a jej ogromny pies wyglądał jakby miał zamiar ich pożreć.
-Bądź łaskawa nie mówić o rzeczach, o których nie masz pojęcia. - odezwała się lodowatym tonem czarnowłosa - Ponieważ któregoś dnia przyjaciele mogą stać się wrogami. 
Młoda Granger zastygła z otwartymi ustami, a Mishra westchnął ze zmęczeniem. Chciał żeby to spotkanie minęło w, przynajmniej pozornie, przyjaznej atmosferze. Cofnął się tak, aby stanąć idealnie między dwiema dziewczynami.
-Książę cisza. - czarny zwierzak posłusznie zamilkł - Wystarczy Alice. Wracajmy do reszty.
Odwrócili się i odeszli, a grupa ponownie zaczęła dyskusję. Tyle, że teraz głównym tematem nie było gdzie jest Harry, tylko co się z nim stało. Jedynym, który nie włączył się do rozmowy i dalej bacznie obserwował chłopaka był Remus. Z pewnym zaskoczeniem zauważył, że ta, wyglądająca jak z obrazka, czwórka nie zachowuje się jakby znali się od miesiąca. Gdyby nie było to niemożliwe to w przypadku ich znajomości czas liczyłby raczej w latach.

-Nienawidzę pociągów. - mruknał Daniel. Siedzieli sami w jednym z ostatnich przedziałów, a każdego kto chciałby się dosiąść skutecznie odstraszał widok kudłatego Księcia. 
-Czemu? Kiedy masz dużo miejsca i coś do roboty to nie jest tak źle, prawda Mishra? - zaśmiała się czerwonowłosa stukając chłopaka w ramię.
-Mhm. - odmruknął zapytany nawet nie podnosząc wzroku z nad kartki, którą właśnie czytał, a po chwili zamienił ją na kolejną. Był ich tam z resztą całkiem sporo, bo zajmowały całe siedzenie po jednej stronie oprócz tych miejsc gdzie siedział Mishra i Sophie.
-Widzisz? Notos też tak uważa.
-Jaasne...Myślę, że on aktualnie przytaknąłby wszystkiemu.
-Tak sądzisz? Hmm...- czerwonowłosa zrobiła minę chochlika - Notoos?
-Hm?
-Powiesz mi coś?
-Mhm.
-Ale szczerze?
-Mhm.
-A jak skłamiesz to...to ubierzesz się na różowo?
-Mhm. 
Pozostała dwójka siedziała starając się nie wydawać żadnych odgłosów, ale i tak co chwilę wyrywało im się jakieś kwiknięcio-chrząknięcie.
-No dobra, skoro obiecujesz, że powiesz prawdę...
-Mhm.
-To...kochasz mnie?
-Że co?! - czarnowłosy poderwał do góry głowę z bardzo zabawną miną. W tym momencie tamta nieszczęsna kwicząca dwójka nie wytrzymała i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
-Noo, pytam się czy mnie kochasz? - ponowiła pytanie Sophie zachowując kamienną twarz.
-Ale dlaczego my w ogóle o tym rozmawiamy, a już szczególnie w tym miejscu?
-Bracie, nieładnie tak unikać odpowiedzi! Przed chwilą obiecałeś pełnej niepewności dziewczynie, że jej odpowiesz!
Jak na ironię od dalszej dyskusji uratował Fineriella Malfoy otwierający drzwi przedziału. Młody arystokrata rozejrzał się zatrzymując na moment wzrok na plikach kartek, a potem utkwił go w młodej Potterównie.
-No Potter, nie sądziłem, że w twojej rodzinie może być ktoś taki. - powiedział otaksowując dziewczynę wzrokiem po czym zwrócił się bezpośrednio do niej: - Może jeśli dasz sobie spokój z tym towarzystwem to nadawałabyś się nawet na moją dziewczynę.
-Wybacz, - odpowiedziała z lodowatym uśmiechem i w sugestywny sposób objęła siedzącego obok Szamana za szyję - ale nie lubię takich sztywniaków, wolę bardziej luźny styl.
Malfoy zrobił się purpurowy na twarzy, otworzył usta po czym je zamknął, a kiedy w końcu udało mu się wydobyć z siebie głos parsknął gniewnie:
-Jeszcze tego pożałujesz! - po czym zniknął na korytarzu.
A czwórka w przedziale ponownie wybuchnęła śmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz