-Dobra, ludzie. Podejrzewam, że będę wam musiał co nieco wyjaśnić.- zrzucił kaptur i uśmiechnął się do nich wrednie. Miał długie zebrane w kitkę blond włosy i stalowe oczy. Machnął ręką i przed każdym pojawił najzwyklejszy mugolski zeszyt i długopis. - Jestem całkowicie przeciwny tym piekielnym, niepraktycznym pergaminom i piórom, więc kiedy już będziecie coś notować, a będzie to rzadko, piszecie w zeszycie. Zacznijmy od tego, że nazywam się Raih Raven i mimo, że będę was uczył zwracajcie się do mnie po imieniu. Dlaczego to ja będę was uczył, a nie jakiś inny czerwony? To proste, zazwyczaj w naszym oddziale jest tylko jedna nowa drużyna i przyjęło się, że to Kapitan zostaje nauczycielem. Macie jakieś pytania?
-Czym się właściwie zajmują czerwoni?
-Dobra, to jest trochę skomplikowane. Właściwie wszystkim po trochu, jesteśmy wysyłani do zadań, w których nie wiadomo co będzie potrzebne. W razie potrzeby musimy potrafić walczyć tak wręcz jak i magią, uzdrawiać, a także szpiegować. Dlatego do czerwonych trafiają osoby wszechstronne i nawet jeśli o tym nie wiedzieliście to tacy właśnie jesteście. No, a teraz jeśli nie macie już pytań chciałbym przejść do pierwszej lekcji. Będziemy się zajmować rodami i mianami. Pewnie nie wiecie, ale aktualnie jesteśmy w bardzo odizolowanej części Japonii. Ośrodek Szkoleniowy znajduje się na wysokim wzgórzu i jest jednocześnie siedzibą Mistrza. U stóp góry znajduje się ogromne miasto, w którym to właśnie zamieszkuje większość członków Bractwa. Razem tworzą swego rodzaju społeczność. I tak jak w każdej społeczności tak i tutaj są ważniejsi i mniej ważni członkowie. Najważniejszy jest oczywiście Mistrz wraz z Wyrocznią. Potem jest „Ród Przewodzący”, czyli rodzina Fineriell. Następnie wszyscy Kapitanowie, później reszta rodów,a na końcu cała reszta. Problem polega na tym, że ostatni potomek Fineriell zginął bardzo młodo, nawet jak na ludzkie standardy. Nazywał się Araktur Fineriell, choć przyjaciele nazywali go Rogaczem. - Raih spojrzał na czarnowłosego, który z uporem godnym lepszej sprawy wpatrywał się w stolik, na którym zaczynały już podskakiwać zeszyty - Harry...
-Czy on wiedział? Czy ten.. Czy Dumbledore o tym wiedział?
-Myślę, że bardzo chciał o tym zapomnieć, ale wiedział o tym. Bractwo pamięta o swoich, więc nie tak łatwo było mu cię przed nami ukryć.
Młody Potter podniósł wzrok i Raih pomyślał, wpatrując się w całą gamę negatywnych emocji błyszczącą w zielonych oczach, że prawie współczuje Dumbledorowi. Prawdopodobnie w tej chwili chłopak nie byłby dla starego czarodzieja przeciwnikiem na żadnej płaszczyźnie, ale po szkoleniu...
-Wracając do historii, dodam dla niewtajemniczonych, że Rogacz był w czarodziejskim świecie bardziej znany jako James Potter. - widząc ich zaskoczenie uśmiechnął się bezczelnie - Z czego wynika, że obecna tu dwójka Potterów należy do Rodu Przewodzącego Bractwa Róży. - odczekał chwilę zanim kontynuował - Myślę, że musicie sobie co nieco przemyśleć, a ja muszę coś załatwić. Jak wrócę to coś zjemy, a potem to zobaczycie.
Zarzucił kaptur i wypadł z salonu jakby faktycznie gdzieś mu się śpieszyło, a młodzież popatrzyła ciekawie za nim.
-Zdecydowanie jest dziwny. - orzekła Sophie
-Cicho, może stoi pod drzwiami i podsłuchuje.
-Wcale bym się nie zdziwił. - mruknął Harry - Przebił chyba nawet Shelley'a.
-Coś w tym jest.
Cała czwórka spojrzała na siebie i wybuchnęła śmiechem.
-Jakbyśmy my byli okazem normalności.
-Mniejsze o to, o ile nikt tutaj całkiem nie postradał zmysłów to te drzwi z naszymi nazwiskami to najprawdopodobniej sypialnie, a skoro mamy chwilę to może powinniśmy je oglądnąć? - zasugerował Daniel
-Czemu nie.
Tak więc cała czwórka wstała i każdy ruszył do odpowiednich drzwi. Ku zaskoczeniu młodzieży sypialnie okazały się całkowicie bezosobowe, prawdopodobnie przygotowane, aby to mieszkańcy uczynili je swoimi. Białe ściany, drewniane podłogi, łóżko, szafa, biurko z krzesłem, fotel, skrzynia i drzwi do równie bezosobowej łazienki.
Nieco zawiedzeni wrócili do salonu, a po chwili pochłonęła ich dyskusja na każdy możliwy temat jaki przyszedł im do głowy.
***
-...no i jeśli szukający złapie znicz to jego drużyna dostaje 150 punktów i mecz się kończy.
-I co, ta drużyna wygrywa? - usłyszał głos Sophie
-Zazwyczaj, ale niekoniecznie. - jak najciszej wszedł do salonu, ale młodzi zajęci rozmową w ogóle go nie zauważyli. Sophie siedziała ze skupioną miną, podpierając głowę ręką, Daniel opowiadał o Quidditchu żywo gestykulując, a czarnowłose rodzeństwo kiwało co jakiś czas głowami w potwierdzeniu. - Czasami drużyna bez znicza ma i tak więcej punktów, więc wygrywa. Dlatego...
-Widzę, że dobrze się bawicie, - wtrącił blondyn - ale muszę wam przerwać. Za moment pojawi się nasz obiad, a za godzinę mamy być u Mistrza.
Po obiedzie podanym w kwaterze zgodnie ze słowami Ravena udali się na spotkanie. Tyle, że w sali, do której weszli nie spotkali dwójki zakapturzonych ludzi, lecz brązowookiego blondyna i rudą kobietę z jednym okiem czekoladowym, a drugim jaskrawo zielonym. Na pierwszy rzut oka nie wydawali się starsi niż trzydzieści lat, ale w ich uważnym spojrzeniu czaiła się wieloletnia mądrość.
-Witajcie ponownie, czy Raih wyjaśnił dlaczego tu jesteście?
-Nieee.
-Tak, czemu mnie to nie dziwi? Dobra, nie ważne. Ze względu na intensywność swojego treningu czerwoni nie mogą sobie pozwolić na żadne opóźnienia. Większość grup przyjdzie do tej komnaty dopiero za trzy do sześciu miesięcy, aby tutejsza magia oczyściła ich z wszelkich ograniczeń jakie zostały na nich nałożone tak w mugolskim jak i czarodziejskim świecie.
-Jak wiecie - podjęła wątek Wyrocznia - żyje wiele istot, które nie są do końca ludźmi. Większość czarodziejów zna wilkołaki, olbrzymy i centaury, ale tak naprawdę istnieje ich o wiele więcej. Elfy, wampiry, zmienni, a jeśli masz wyjątkowego pecha możesz spotkać pełnokrwistego demona. I właśnie niektóre z tych stworzeń są członkami Bractwa. Oczywiście należą do nas też ludzie, rozumiecie? W tych z was, w których płynie inna krew po wyjściu z tej komnaty zaczną objawiać się powoli cechy typowe dla rasy. Opowiadam to wszystko, żebyście się nie przerazili zauważając w sobie pewne zmiany.
-A czy wiadomo kim jesteśmy? - wtrącił Daniel
-Ty jesteś człowiekiem. - odpowiedział Mistrz - Fineriellowie to od pokoleń koci zmienni, a Sophie jest prawdopodobnie elfką, ale raczej nie czystej krwi. Wszystko jest jasne?
Odpowiedziały mu cztery skinięcia.
-A więc przejdźmy dalej. Widzicie te okręgi na ziemi? Doskonale, niech więc teraz każdy usiądzie w swoim. Nie róbcie takich min, jak podejdziecie to przekonacie się, który jest wasz.
-I co, ta drużyna wygrywa? - usłyszał głos Sophie
-Zazwyczaj, ale niekoniecznie. - jak najciszej wszedł do salonu, ale młodzi zajęci rozmową w ogóle go nie zauważyli. Sophie siedziała ze skupioną miną, podpierając głowę ręką, Daniel opowiadał o Quidditchu żywo gestykulując, a czarnowłose rodzeństwo kiwało co jakiś czas głowami w potwierdzeniu. - Czasami drużyna bez znicza ma i tak więcej punktów, więc wygrywa. Dlatego...
-Widzę, że dobrze się bawicie, - wtrącił blondyn - ale muszę wam przerwać. Za moment pojawi się nasz obiad, a za godzinę mamy być u Mistrza.
Po obiedzie podanym w kwaterze zgodnie ze słowami Ravena udali się na spotkanie. Tyle, że w sali, do której weszli nie spotkali dwójki zakapturzonych ludzi, lecz brązowookiego blondyna i rudą kobietę z jednym okiem czekoladowym, a drugim jaskrawo zielonym. Na pierwszy rzut oka nie wydawali się starsi niż trzydzieści lat, ale w ich uważnym spojrzeniu czaiła się wieloletnia mądrość.
-Witajcie ponownie, czy Raih wyjaśnił dlaczego tu jesteście?
-Nieee.
-Tak, czemu mnie to nie dziwi? Dobra, nie ważne. Ze względu na intensywność swojego treningu czerwoni nie mogą sobie pozwolić na żadne opóźnienia. Większość grup przyjdzie do tej komnaty dopiero za trzy do sześciu miesięcy, aby tutejsza magia oczyściła ich z wszelkich ograniczeń jakie zostały na nich nałożone tak w mugolskim jak i czarodziejskim świecie.
-Jak wiecie - podjęła wątek Wyrocznia - żyje wiele istot, które nie są do końca ludźmi. Większość czarodziejów zna wilkołaki, olbrzymy i centaury, ale tak naprawdę istnieje ich o wiele więcej. Elfy, wampiry, zmienni, a jeśli masz wyjątkowego pecha możesz spotkać pełnokrwistego demona. I właśnie niektóre z tych stworzeń są członkami Bractwa. Oczywiście należą do nas też ludzie, rozumiecie? W tych z was, w których płynie inna krew po wyjściu z tej komnaty zaczną objawiać się powoli cechy typowe dla rasy. Opowiadam to wszystko, żebyście się nie przerazili zauważając w sobie pewne zmiany.
-A czy wiadomo kim jesteśmy? - wtrącił Daniel
-Ty jesteś człowiekiem. - odpowiedział Mistrz - Fineriellowie to od pokoleń koci zmienni, a Sophie jest prawdopodobnie elfką, ale raczej nie czystej krwi. Wszystko jest jasne?
Odpowiedziały mu cztery skinięcia.
-A więc przejdźmy dalej. Widzicie te okręgi na ziemi? Doskonale, niech więc teraz każdy usiądzie w swoim. Nie róbcie takich min, jak podejdziecie to przekonacie się, który jest wasz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz