czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział VI

Młodzież pokręciła się chwilę niespokojnie po sali, ale ostatecznie wybrali okręgi i usiedli. Wyrocznia przeszła pomiędzy nimi przyglądając się i mrucząc pod nosem tylko sobie znane zaklęcia. Po chwili znaki rozbłysły kolorami. Białym dla Harry'ego, niebieskim przy Alice, czerwonym wokół Sophie i zielonym koło Daniela. Na tylko sobie znany znak Mistrz stanął na środku i, szepcząc kolejne formuły, naciął delikatnie dłoń, z której  spadło na podłogę kilka kropel krwi. Linie na podłodze zawirowały tworząc wir kończący się pod mężczyzną. Wszystko zabłysło mocno po raz ostatni i zgasło.
-Ja pierd*le! Mógł ktoś wspomnieć, że to będzie bolało.- warknął Conetti zbierając się z podłogi
-Popieram - mruknęła Alice rozglądając się po sali - Ej, mam zwidy czy włosy Soph naprawdę zmieniły kolor?! Przysięgłabym, że wcześniej nie były czerwone!
Zaskoczona dziewczyna złapała swoją kitkę i zaczęła jej się przyglądać z bardzo zabawną miną.
-Ja też - udało się jej w końcu wydusić - Raih?
-Jest kilka możliwości, ale według mnie byłaś przez całe życie pod wpływem zaklęcia, które zmieniało kolor twoich włosów. - blondyn przyjrzał jej się uważnie - Tak ci chyba nawet lepiej, co myślicie?
-Zdecydowanie extra.-zawołała czarnowłosa z miną fachowca - I jeszcze te czarne oczy. Trochę konturówki, tuszu i będzie genialnie!
-O matko, już się boję. Ten błysk w twoich oczach...
-Alice! - zawołał ze śmiechem Harry - Daj spokój dziewczynie, nie widzisz, że się boi.
-Wcale nie mówiłam, że się bo...
-Cicho, próbuje ci pomóc, a ty jeszcze marudzisz.
I nikt z nich nie zauważył, że z kąta przygląda im się trójka dorosłych z uśmiechami pełnymi zadowolenia.

***

-Ekhm, Raih? A jak to właściwie jest tutaj z czasem?
-Ha! wiedziałem, że w końcu zapytacie. Na cały teren Bractwa nakładane jest w czasie szkolenia zaklęcie zwane Pętlą Czasu, właściwie ma pewnie jakąś bardziej skomplikowaną i naukową nazwę, ale na tej lekcji robiłem...inne rzeczy. W każdym razie jest to skomplikowany czar utworzony przed wiekami przez założyciela Bractwa. Wtedy magia była silniejsza i choć było to trudne to nie niemożliwe. Aktualnie Pętla jest zapieczętowana w tym symbolu na podłodze w holu. Pamiętacie, że jak tu przybyliście to Mistrza nie było w Sali? Właśnie wtedy ją aktywował.
Szli właśnie korytarzem zmierzając z powrotem w stronę Kwatery. Droga była długa, pokręcona i wcale nie byli pewni czy potrafili by ją samodzielnie odtworzyć.
-Więc jeśli ktoś chciałby zejść na dół...
-Tak, jest to możliwe bez naruszania Pętli. Dlatego też uczniowie dostają jeden dzień w tygodniu wolny. Co prawda na początku spędzają go w zamku, ale później zaczynają wychodzić.
Korytarz po raz kolejny skręcił i nie wiadomo kiedy stanęli pod swoimi drzwiami.
-Raih?
-Co tym razem?!
-Czy kwatery wszystkich grup są tak daleko od...wszystkiego jak nasza?
-Właściwie nie. Nikt nie mieszka zaraz obok siebie, ale to zwykle kwestia korytarza, może jednych schodów. Trening czerwonych jest naprawdę trudny i wyczerpujący, dlatego wszystko jest zrobione tak, żebyście zdołali się na nim całkowicie skupić. - usiadł w fotelu i kontynuował - Będziecie się uczyli walczyć magią , ale i mugolskimi sposobami. Ważyć eliksiry, uzdrawiać i szpiegować. Dodatkowo kilka języków, coś podobnego do teleportacji, jazda konna, historia ras, a Fineriellowie muszą jeszcze wiedzieć jak poradzić sobie z  całym, wiecznie narzekającym, rodem.
Z satysfakcją przyjrzał się ich przerażonym przerażonym minom.
-Ach, i macie na to tylko dwa lata.
Jeszcze przez jakiś siedzieli omawiając kwestie techniczne szkolenia kiedy nadszedł czas kolacji, którą również zjedli w salonie. Później towarzystwo zaczęło się rozchodzić aż został tylko Harry i Raven.
-Moja matka o tym wiedziała?
-O Bractwie? Tak, sama była wśród czerwonych.
-Znałeś ich?
-Taa, Rogacz i Lisica, śmieszna z nich była para.
-Lisica?
-Tak mówiono na twoją matkę, nie wiedziałeś? Chociaż właściwie się nie dziwię, Lily była bardzo dyskretna. Trafili tutaj jak byli starsi od ciebie o rok, stąd to nagłe pojednanie w siódmej klasie. Trochę czasu im zajęło zanim zaczęli normalnie rozmawiać, ale spędzali ze sobą większość czasu, więc w końcu jakoś się dogadali. Ostatecznie ich grupa stała się jedną z najlepszych i najbardziej zgranych. Byli przyjaciółmi na śmierć i życie, ale wiesz jak to się skończyło.
-Ty również byłeś w tej grupie, czyż nie?
-Pff,prawda. Ja i moja kuzynka Cleo, którą kiedyś pewnie poznacie. Świetnie się czuliśmy w swoim towarzystwie, czasami imprezowaliśmy, ale częściej po prostu razem trenowaliśmy i wykonywaliśmy misję. A teraz...ciesze się, że w końcu tu jesteście. - poczochrał włosy i westchnął głęboko starając się opanować ból wywołany starymi wspomnieniami - A teraz spać, bo jutro nie będę miał dla was litości.
-Tak jest. - Chłopak zasalutował żartobliwie i oddalił się w stronę swojej sypialni próbując sobie to wszystko uporządkować.

Był pewny, że wszyscy już śpią, więc z pewnym zaskoczeniem spojrzał na drzwi słysząc pukanie.
-Proszę! - w uchylonych drzwiach pojawiła się rozczochrana głowa jego siostry
-Śpisz?
-Właśnie się kładłem.
-Aaa, to idę.
-A co chciałaś? - popatrzyła na niego z zamyśloną miną nim odpowiedziała
-Pamiętasz co mi obiecałeś na Grimmauld Place? To, że mi opowiesz.
-No dobra, wchodź. Zrobię jak obiecałem, ale najpierw ty opowiedz o sobie.
-Niech będzie.
Mała, co najwyżej pięcioletnia dziewczynka szła powoli przez ogród. Jej sukienka w kolorze szmaragdów idealnie współgrała z barwą oczu. Jeśli ktoś znał tereny rezydencji,jasnym by dla niego było, że dziewczynka zmierza do centrum ogrodu.

            Blondwłosa kobieta siedziała na białym krześle przy stoliku tego samego koloru. W jasnej, szczupłej dłoni o długich paznokciach trzymała kieliszek z białym winem. Kiedy dziewczynka podeszła kobieta spojrzała na nią przelotnie.
- Doskonale, że już jesteś Alicjo. Usiądź. Muszę ci coś powiedzieć.
            Zielonooka posłusznie wdrapała się na krzesło i dokładnie wygładziła sukienkę
-Nie mam zamiaru cię okłamywać. Nie jestem twoją matką, ani Robert twoim ojcem. Twoi rodzice nie żyją i tym stwierdzeniem kończę ten temat. Mimo, że już wiesz nadal masz obowiązek nazywać mnie mamą.
- Dobrze, pani matko.
*** 
Kilka lat starsza,jedenastoletnia dziewczynka stała z blondwłosą kobietą. Przed nimi, w wejściu do wielkiego domu zatrzymała się brązowowłosa, krótko ostrzyżona, młoda kobieta.
-Pamiętasz jak ci tłumaczyłam, że nie możesz pójść do szkoły magii?
-Tak, matko.
-Dobrze. To będzie twoja nauczycielka, pani Cathrine Lancaster. Rozumiesz?
-Tak, matko.
-W takim razie was opuszczam. Alicjo pójdź z naszym gościem do pokoju przy bibliotece. Powinienbyć odpowiedni na lekcję.
-Tak, matko.
Blondwłosa kobieta odwróciła się i odeszła w stronę salonu. Dziewczynka popatrzyła za odchodzącą„matką”, a po chwili skupiła swoją uwagę z powrotem na nowo przybyłej. Nie była,co prawda klasyczną pięknością, ale z pewnością można by o niej powiedzieć, że jest ładna.
-Witam panią w rezydencji rodziny Lune. Nazywam się Alice Lune i od dzisiaj będę pani uczennicą. Proszę pójść za mną.
***
O kolejne kilka lat starsza, piętnastoletnia Alice szła przez ogród. Kierowała się w stronę centrum zielonych terenów. Miała złe przeczucia, ponieważ doskonale pamiętała łudząco podobną sytuacje z przed dziesięciu lat.
Tym razem jednak jej matka nie była sama. Towarzyszyła jej trójka nieznajomych zupełnie niepasujących do tego miejsca.
-Alicjo, poznajNimfadorę Tonks, Kingsley’a Shackleboltaoraz Alastora Moody’ego.

Raih z irytacją wypisaną na twarzy otworzył z impetem drzwi do sypialni chłopaka i zamarł w pół kroku. Spodziewał się czarnowłosego śpiącego smacznie na łóżku. No i faktycznie, przypuszczenie sprawdziło się.Tylko, co u diabła,  robiła tu ta dziewczyna?! O mało nie zaczął się śmiać sam z siebie. Co robiła? Spała i to całkiem głęboko, zwinięta w kłębek na fotelu.
Gdyby świat był sprawiedliwy Raven najprawdopodobniej wycofałby się z myślą, że młodzi dużo przeszli i muszą odpocząć.
Jednak, jak już bardzo wiele osób raczyło zauważyć ten nieszczęsny padół łez nie zna tak skomplikowanego i złożonego słowa jak sprawiedliwość...
-WSTAWAĆ LENIE!!! – ...a już na pewno nie zna tego słowa Kapitan czerwonych
Obydwoje podskoczyli i w ciągu sekundy znaleźli się w pozycji stojącej na podłodze. Widząc rozeźlonego gościa dziewczyna pognała,czym prędzej do swojego pokoju, a chłopak do łazienki.
            Kilkanaście minut później cała piątka spotkała się w salonie. Co chwilę ziewający Daniel,całkiem rozbudzona Sophie i całkowicie nieprzytomne rodzeństwo.
-Na początku szkolenia wasz plan będzie bardzo prosty i zrozumiały. Przed śniadaniem ćwiczenia fizyczne, po śniadaniu nauka zaklęć. Poobiedzie godzina na zaklęcia, później jazda konna, a po kolacji znowu ćwiczenia. Jak zrobicie jakieś postępy to urozmaicimy to trochę. A teraz za mną. –ruszyli w stronę jednych z tajemniczych– A o to i nasza sala treningowa. – powiedział otwierając drzwi i wpuszczając ich do środka.Pomieszczenie było takiej wielkości, że z powodzeniem można by z niego zrobić boisko do piłki nożnej. – Dobra, słuchajcie. Pięć okrążeń truchtem, potem okrążenie marszem i znowu trucht. No, co się tak patrzycie, do roboty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz