-Witaj Harry, przyjechaliśmy po ciebie.
-Dzień dobry. - widząc ich zaskoczone spojrzenie dodał: - To jest Sophie, moja sąsiadka.
-Witaj Sophie. Harry jesteś spakowany?
-Prawie, zostało mi dosłownie parę rzeczy. Już idę. - odwrócił się do dziewczyny ze smutnym uśmiechem - No to.. może do zobaczenia w przyszłym roku.
-Jasne. Dobrej zabawy u przyjaciela.- nie mówiąc już nic odwróciła się z takim samym uśmiechem i ruszyła w stronę domu, a czarnowłosy pognał do swojego pokoju.
***
Molly Weasley była kobietą, dla której rodzina była najważniejsza. Przez całe życie starała się chronić swoje dzieci, tak te prawdziwe jak i przybrane, i choć czasami wykazywała się zdecydowaną nadopiekuńczością to wszystko co robiła, robiła dla rodziny. Kiedy więc poznała małego, pozbawionego miłości chłopca, jakim był Harry w wieku jedenastu lat od razu przyjęła go do rodziny. I tak to już było od lat. Dlatego też kiedy tylko się dowiedziała, że jej mąż jedzie po młodego Pottera ugotowała na obiad jego ulubione danie, przygotowała miejsce do spania i zagoniła młodzież do sprzątania. A później zaszyła się w kuchni wesoło podśpiewując i przygotowując deser w oczekiwaniu na powrót rodziny.
Słysząc zatrzaskujące się drzwi czym prędzej udała się na górę.
-Harry, kochaneczku, jak miło cię widzieć! - zawołała przytulając młodzieńca. Po chwili odsunęła się przyglądając się mu uważnie. Był wyższy, zdecydowanie wyprzystojniał, włosy miał odrobinę dłuższe, ale najbardziej zwracające uwagę były jego oczy. Jeszcze bardzie jaskrawo zielone i puste.
-Dzień dobry, pani Weasley.
-Mam nadzieję, że jesteś głodny, przygotowałam twoje ulubione danie.
-Oczywiście, jak zawsze.
Po obiedzie spędzonym w towarzystwie rozwrzeszczanych Weasley'ów, przygnębione Remusa i zamyślonej Hermiony udał się do sypialni, którą, tak jak w zeszłym roku, dzielił z Ronem. Zawartość jego kufra, choć niezbyt bogata, zdecydowanie różniła się od ostatnich wakacji.
Udało mu się w ciągu ostatniego miesiąca wymknąć kilka razy do miasta i teraz jego garderoba wyglądała zupełnie inaczej. Stare ubrania w wielorybim rozmiarze zamienił na nowe i pasujące. Głównie czarne, ale też szare, zielone i czerwone.
Z okazji przyjazdu Pottera pani Weasley zlitowała się nad młodzieżą i dała im wolne popołudnie, więc puścili mimo uszu sugestie Hermiony, która przebąkiwała coś o nauce i zajęli się grą w Eksplodującego Durnia.
Późnym wieczorem, kiedy większość domowników układała się już do snu, młody Potter postanowił lepiej poznać dom, który odziedziczył po swoim ojcu chrzestnym. Korytarze były ciemne i ponure, a wiele pokoi zamkniętych nieznanymi mu, prawdopodobnie czarnomagicznymi, zaklęciami. Kiedy już porządnie oddalił się od swojej sypialni niespodziewanie usłyszał przyciszone głosy. Zbliżył się zaciekawiony i jakież było jego zdumienie, kiedy okazało się, że rozmówcami są Albus Dumbledore i Remus Lupin.
-NIE DUMBLEDORE. NIE ZGADZAM SIĘ. ON MUSI O TYM WIEDZIEĆ!!!
-Ależ Remusie on ci ufa, nie będzie podejrzewał, że mu nie powiedziałeś.
-ALBUSIE DO DIABŁA. JAK MOŻESZ ZABRANIAĆ MI POWIEDZENIA HARRY’EMU, ŻE MA SIOSTRĘ.
Chłopak cofnął się natrfiając na ścianę korytarza. Siostrę? Ale.. siostrę?Siostrę!!
Podszedł niepewnie do drzwi i stanął w progu. Jak na razie mężczyźni go jeszcze nie zauważyli.
-Remusie, to naprawdę jest dla dobra obojga. Pomyśl sobie jaki to musiałby być dla nich szok!
-Jest profesorze, zdecydowanie. - czarnowłosy skrzywił się się czując na sobie dwa zaskoczone spojrzenia - Ale wie pan co jest dla mnie gorsze? To, że w ogóle rozważał pan taki pomysł.
Odwrócił się i ruszył w stronę innej części domu zdecydowany znaleźć spokojne miejsce, w którym będzie mógł pomyśleć.
-Harry, zaczekaj! - korytarzem biegł w jego stronę Remus - Wolałbym, żebyś dowiedział się inaczej, ale.. co się stało to się nie odstanie. Jest rok młodsza od ciebie, nazywa się Alice i prawdopodobnie przybędzie tu jutro.
-Dzięki, Remusie. Jesteś wspaniałym przyjacielem, ale czy mógłbyś mnie na razie zostawić samego?
-Oczywiście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz