Rozsiedli się wygodnie i siostry zaczęły opowiadać.
-Obowiązkiem Rodu Fineriell jest pośredniczenie w kontaktach innych członków Bractwa z Mistrzem i kapitanami. Pomagamy też przy rozwiązywaniu problemów - jak w każdym społeczeństwie tak i tutaj musi istnieć jakaś władza zajmująca się utrzymywaniem porządku i tu właśnie również wkraczamy my. Jeśli Fineriell wyda wyrok to zmienić może go tylko głowa Rodu oraz Mistrz. -mówiła Nora
-Ludzie zazwyczaj utrzymują dystans w kontaktach z nami, ale nie narzekamy. Mamy dużą rodzinę, która i tak robi wystarczająco problemów. - dodała z uśmiechem May
-Mimo to jeśli jesteście wśród członków Bractwa wskazane jest, abyście zachowywali się przyzwoicie. Jeśli ludzie nie będą nas szanować zmusimy ich, aby się nas bali, ale wolelibyśmy tego uniknąć. - zakończyła Anya
-Jeśli chodzi o zarządzanie wszystkim to przez ostatnie lata zajmowała się tym Rada. Nora była jedną z członków, a resztę poznacie później. W każdym razie od teraz wy będziecie się tym zajmować.
-A jak wrócimy do Hogwartu?
-Rada może powrócić i zdawać wam raporty.
Młodzi popatrzyli na siebie porozumiewając się wzrokiem.
-To chyba byłoby w porządku.
-Nauczymy was jak tu się wszystkim zajmować, praw panujących w Bractwie, zmieniać się w waszą kocią formę, a także kilku innych ciekawych rzeczy potrzebnych w towarzystwie. - Anya uśmiechnęła się szelmowsko - Jeśli będziecie mieli jakieś pytania, na przykład dotyczące zwyczajów tu panujących, nie bójcie się pytać. Zawsze chętnie odpowiemy.
-Teraz jeśli chcecie obejrzyjcie dom i jak będziecie mieli dość to teleportujcie się do Ośrodka. Odezwiemy się do was za kilka dni. - Nora zakończyła spotkanie wstając z fotela. Widząc to reszta też zaczęła się podnosić i ruszać w stronę drzwi. Kiedy mieli się już rozejść u dołu schodów May zatrzymała młodzież jeszcze na chwilę.
-To nic ważnego po prostu...witajcie w domu.
Dom był taki jaki wydawał się na pierwszy rzut oka - ogromny. Podejrzewali nawet, że w razie konieczności zmieściłby się w nim cały ród Fineriell. Mimo to postanowili zwiedzić go całego, od strychu aż po piwnice. Wszędzie można było dostrzec oznaki niezaprzeczalnego gustu osoby odpowiedzialnej za wystrój, a także wskazówki odnośnie mieszkańców. Strych został podzielony na dwie części - jedną publiczną i drugą prywatną. Do pierwszej można było wejść z wspólnej części domu. Do drugiej natomiast prowadziły schody z ich części. I właśnie to pomieszczenie postanowili zwiedzić jako pierwsze, nie spodziewając się co można tam znaleźć.
Na pierwszy rzut oka wyglądał zdecydowanie nieprzyjaźnie, niesprzątany i nieużywany od lat. Jednakże kiedy tylko ich wzrok przyzwyczaił się do panującego tam półmroku dostrzegli zawalone papierami biurko, o którego bok stała oparta gitara. Naprzeciwko ktoś ułożył wielkie i miękkie poduchy dookoła niskiego stolika, pod którym stały kartonowe pudła. Natomiast całą pozostałą przestrzeń zajmowały obrazy i szkice, a w rogu każdego z nich znajdowało się małe, ozdobne L.
-Myślisz, że to...
-Nie wiem, nikt mi nigdy nie wspominał o tym, żeby nasza mama rysowała. - Mishra ruszył powoli przez pokój rozglądając się, aż w końcu stanął przed sztalugą i prawdopodobnie ostatnim dziełem ich matki. Podniósł delikatnie okrywający je materiał i jego oczom ukazał się obraz przedstawiający wnętrze strychu z leżącym w centralnej części białym tygrysem.
-Wow, niesamowity. - westchnęła Alice zerkając mu przez ramię - Chciałabym umieć tak malować.
-Naprawdę nie umiesz rysować?
-No nie mów mi, że ty umiesz tak rysować!
-Myślę, że gdybym poć...- widząc jej minę postanowił nie kończyć zdania - Co ważniejsze, sądzę, że ten obraz przedstawia naszego ojca.
-Fajnie, też bym chciała tak wyglądać po przemianie. - dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu i zakomenderowała: - Ty zobacz co jest na biurku, a ja zajrzę do tych pudeł.
Zaciekawiona usiadła na poduszce i otworzyła pierwsze pudło. W środku znalazła kolejne szkice tym razem przedstawiające Hogwart, Pokątną i jakiś mugolski domek.
-Tutaj są teksty jakichś piosenek, a u ciebie?
-Kolejne obrazki, ale czekaj... - otworzyła drugie pudło i uśmiechnęła się smutno - W tym są zdjęcia.
Na samym wierzchu leżały dwie fotografie, obie przedstawiające ich rodziców. Z pierwszej uśmiechała się do nich śliczna dziewczyna siedząca okrakiem na parapecie. Druga była zrobiona prawdopodobnie kilka lat później, ponieważ ta sama tylko, że odrobinę starsza dziewczyna obejmowała czarnowłosego chłopaka, który się śmiał.
-Byli tacy młodzi...Tylko kilka lat starsi od nas.
-Wiem. Nie uważasz, że to trochę dziwne, że tęsknimy za ludźmi, których nie znaliśmy? - Alice popatrzyła na niego jakby naprawdę miała nadzieję, że jej odpowie.
-Nie wiem. Być może nie doceniamy więzi jakie istnieją pomiędzy rodzicami, a dziećmi.
Jeszcze przez kilka minut siedzieli w tym pokoju patrząc na te niesamowite rzeczy, które pozostały po Lily i Jamesie i myśląc o tym jakie mogło być ich życie, gdyby to wszystko się nie wydarzyło. W końcu prawie równocześnie się podnieśli i bez słowa ruszyli obejrzeć resztę domu.
Reszta budynku choć piękna i interesująca nie zrobiła już na nich takiego wrażenia. No może oprócz piwnicy przerobionej na coś co najłatwiej można by określić mianem pokoju zabaw. Była tam wszystko czego można chcieć w trakcie imprezy bądź długiego, wolnego popołudnia.
Ostatecznie udało im się jakimś cudem trafić do wyjścia i kiedy po kilku godzinach spędzonych w pomieszczeniach bez światła wyszli na zewnątrz okazało się, że słońce już zachodzi. Widząc, że pomimo późnej pory na dworze wciąż ktoś się znajduje usiedli na schodach chcąc chwilę odpocząć i pomyśleć.
-I co myślisz? - dziewczyna oparła się o brata ze zmęczeniem
-Myślę, że to wspaniałe, że mamy miejsce, do którego możemy należeć.- czarnowłosa słysząc dziwną nutę w tonie Mishry przytuliła się do niego i mruknęła:
-A ja się cieszę, że możemy tu być razem.
-Ja też.
-A wiesz co jest najlepsze?
-Niee?
-Że to miejsce jest nasze i mogę ja całe obkleić plakatami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz