czwartek, 26 lipca 2012

Prolog


-Nie!!! Błagam Cię nie zabieraj jej. Błagam…- w kobietę uderzył czerwony promień Cruciatusa
-A czemuż to? Jest moim potomkiem w prostej linii. Zapewnię jej dobrobyt, będzie moją prawą ręką. Dlaczego nie chcesz jej szczęścia ?-zimny śmiech rozniósł się po niedużym salonie
-Chcesz….ty….chcesz jej….odebrać to…..co najcenniejsze…..-kobieta nadal nie mogła się uspokoić po Cruciatusie
-Hahahaha. A ty znowu z tą swoją miłością. Caroline zrozum miłość nie jest niezbędna do życia.- znowu zimny i okrutny śmiech
-TY nigdy tego nie zrozumiesz. Takie bydle jak ty nigdy niezrozumie miłości.-następny Cruciatus
-Masz dwa dni na zebranie wszystkich jej rzeczy. Nawet nie próbuj uciekać, bo zginiecie obydwie.
                                                           ***
-Błagam niech mi pan pomoże. On ją zabierze….i zamieni w potwora, maszyne do zabijania…
-Oczywiście, że ci pomogę. Twoje dziecko będzie bezpieczniejsze za granicą. Ciebie także wywieziemy, ale gdzie indziej.
-Dziękuje….
Odgarnięte włosy ukazały szpiczaste ucho.
                                                       ***
Rudowłosa kobieta szła przez Francuską ulice. Na ręce trzymała śpiące dziecko.
-Szkoda, że nie możesz żyć w normalnej rodzinie. Jesteś taka śliczna i mądra.
Uśmiechnęła się do małej dziewczynki śpiącej na jej ręce. Wreszcie doszła do niedużego, aczkolwiek ładnego domku. Zapukała, drzwi otworzyła jej blondynka, mniej więcej w jej wieku. Blondynka przywitała się po angielsku, lecz z dziwnym akcentem, wzięła od rudowłosej dziewczynkę, pożegnała się i zamknęła drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz