Ośrodek szkoleniowy okazał się zamkiem z czarnego kamienia, który w promieniach letniego słońca błyszczał czerwienią. Shelley otworzył wrota magią i szybkim krokiem weszli do środka. Na posadzce w holu widniał symbol węża owiniętego wokół róży.
-To znak Bractwa Róży.
Przyglądając się wnętrzu podeszli do kolejnych drzwi, które Jack również otworzył. Sala była duża, okrągła i panował w niej niewysłowiony harmider. W centrum stało co najmniej pięćdziesiąt osób mniej więcej w ich wieku. Pod ścianą w równych odstępach pięć postaci ubranych w długie szaty z kapturami, każda w innym kolorze.
-Ci w środku to nowicjusze tacy jak wy, a resztę wyjaśni wam Mistrz. No nic, ja już lecę.
-Ale...- czarnowłosy odwrócił się w poszukiwaniu mężczyzny, ale zamiast niego mignęła mu w tłumie inna znajoma blond czupryna - Sophie?!
Jasnowłosa dziewczyna odwróciła się w ich stronę i kiedy napotkał równie zaskoczone spojrzenie jej czarnych oczu był już pewny, że to ona.
-Harry? A co ty tu robisz? - Sophie podeszła do nich przeciskając się przez tłum - Nie miałeś być u przyjaciela?
-Właściwie byłem, ale ktoś po mnie przyszedł i zaproponował mi przyjście tutaj, a ja się zgodziłem, no i tak trafiłem tutaj. A ty co...
-Ekhm. - chłopak spojrzał w kierunku gdzie stała jego siostra. Trzymała ręce skrzyżowane na piersi i stukała stopą o podłogę. - Może byś mnie przedstawił?
-Eee, no tak. Jasne. Sophie, to jest moja siostra Alice. Alice, to moja przyjaciółka Sophie.
-Miło mi cię poznać, chociaż przyznaje, że nigdy wcześniej o tobie nie słyszałam.
-Prawdopodobnie dlatego, że nie wiedział o moim istnieniu. No, ale już wie i w sumie to na jego nieszczęście - Alice posłała blondynce uśmiech chochlika i kontynuowała - A jak się w ogóle poznaliście? Chodziliście razem do szkoły?
-Właściwie to do tej pory nawet nie wiedziałam, że Harry jest czarodziejem. To było tak, że...
Chłopak stał obok i przyglądał się im z uśmiechem na ustach. One to się na pewno dogadają.
Z każdą chwilą przyśpieszającą rozmowę przerwało pojawienie dwóch nowych osób. Mężczyzna w czarnej szacie z kapturem i kobieta ubrana w zieloną suknię i taką samą pelerynę.
-Witajcie, moi drodzy nowicjusze. Jestem Mistrzem tego Bractwa, a ta tutaj towarzysząca mi piękna dama to Wyrocznia. Nie łamcie sobie na tym głów, nasze prawdziwe imiona poznacie w odpowiedniej chwili. Mam nadzieje, że się wam tu spodoba, a teraz, o ile nikt nie ma pytań, przystąpimy do przydziału. Jak widzicie towarzyszy nam kilka tajemniczych postaci, znanych w Bractwie jako Kapitanowie. Każdy z nich jest odpowiedzialny za swój oddział posiadający własną specjalizację. W czarnej szacie Elisa Cornwell, magia bojowa i walka wręcz. Biały to Eryk Rosso, magia umysłu i rytuały magiczne. W czerwonej szacie Raih Raven, zadania specjalne. Szary to Nora Vance, zwiad i zaopatrzenie. W zielonej szacie Aki Tono, uzdrowicielstwo i szeroko rozumiane zastosowanie ziół.* Jak na razie wszystko jest zrozumiałe? - przez przeszedł zgodny pomruk - Świetnie. Sam przydział jest stosunkowo prosty. Podchodzicie tutaj, dajecie się przeskanować Wyroczni, a ja informuje was do jakiego oddziału trafiliście i z kim będziecie w grupie.Dobra, zaczynamy.
-Archer Megan.
Przez tłum przepchnęła się niska blondynka z przestraszoną miną. Kiedy zbliżyła się do Wyroczni to kobieta położyła jej na moment dłoń na głowie, a potem się odsunęła.
-Megan, od dzisiaj należeć będziesz do zielonych. Boyer Alain.
Przydział trwał i nowicjusze po kolei trafiali do oddziałów. Jak na razie tylko czerwoni pozostawali bez nowych członków.
-Coletti Daniel.
Z tłumu wyłonił się szczupły, opalony chłopak o różnokolorowych włosach. Nie wyglądał na szczególnie przejętego sytuacja, a na jego ustach błądził łobuzerski uśmiech.
-Daniel?! - wyszeptała z zaskoczeniem Alice - Myślałam, że jest mugolem!
-Znasz go?
-Rodzina, u której mieszkałam miała dom we Włoszech i zawsze spędzaliśmy tam wakacje. Jak miałam jakieś siedem lat to wprowadził się do domu niedaleko. Jego ojciec robił jakieś interesy z moim, więc pozwalano mi czasem spędzać z nim czas.
-Daniel, należysz do czerwonych.
Po chwili natomiast usłyszeli:
-Elven Sophie. - dziewczyna rzuciła im niepewny uśmiech i mruknęła: - Życzcie mi powodzenia.
Sophie trafiła do czerwonych i znowu rozpoczęło się czekanie. W końcu, przynajmniej piętnaście minut później, zabrzmiało:
-Potter Alice. - przez salę przeszedł nagły szum i wszyscy, dla których to nazwisko coś znaczyło, wpatrywali się w nią ciekawie kiedy szła w stronę Wyroczni.
-Alice, trafiłaś do czerwonych. - dziewczyna odwróciła się i posłała bratu uśmiech przez całą salę - Potter Harry.
Czarnowłosy podszedł do Wyroczni z nadzieją, że również trafi do czerwonych, ale też z pesymistycznym przeczuciem, że bynajmniej nie.
Witaj, Harry Potterze. Mam odpowiedzi na wiele z twoich pytań, ale jeszcze nie pora na to. -usłyszał w głowie kobiecy głos
-Harry, ty również należysz od dziś do czerwonych.
Chłopak skinął im uprzejmie głową i ruszył w stronę przyjaciół. Dziewczyny szczerzyły się do niego jakby od tego zależało ich życie, a Daniel wyciągnął rękę na powitanie.
-Daniel.
-Harry. Miło cię poznać.
Czas do końca przydziału spędzili na cichej rozmowie, ale ich Kapitan, z resztą wciąż schowany pod kapturem, milczał. Kiedy w końcu nadszedł koniec ponownie przemówił Mistrz.
-Moi drodzy, oddziały wybrane, grupy dobrane teraz został wam już tylko trening. Mam nadzieję, że poczujecie się tu jak w domu albo jeszcze lepiej. Teraz udajcie się do kwater wraz z Kapitanami, którzy pokażą wam gdzie będziecie mieszkać i kto będzie waszym nauczycielem. Najpierw czarni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz