-Harry, zapomniałbym. Ze względu na twoje bezpieczeństwo twoje imię zostało zmienione w świecie czarodziejów, ale w drzewie genealogicznym Fineriellów widniejesz jako Mishra i prawdopodobnie ludzie tutaj będą cię tak nazywać. Mam nadzieje, że ci to nie przeszkadza.
-Eee... Właściwie czemu nie. Myślę nawet, że w pewien pokręcony sposób jest to odpowiednie. - z pewnym zaskoczeniem musiał przyznać, że faktycznie tak uważa. Czuł się tak jakby po prostu przez całe życie używał drugiego imienia, a teraz wreszcie ktoś raczył zdradzić mu pierwsze. - Zresztą i tak pewnie w końcu przylgną do nas jakieś ksywki. A w waszej grupie? Oprócz Lisicy i Rogacza?
-Ze względu na moje nazwisko - Kruk, a Cleo Wilczyca.
-Fajnie, ale tak...zoologicznie. - stwierdził Potter z niewinnym uśmiechem
-Chciałbym przypomnieć, że to się zaczęło od twoich rodziców, ty bezczelna mieszanko międzygatunkowa*. A teraz jedzcie, bo za chwilę zaklęcia.
Zaklęcia również odbyły się na sali treningowej, której czwórka czerwonych zaczynała powoli nienawidzić. Każdy dostał własnego manekina do dręczenia i rozeszli się po sali, żeby przez przypadek nie trafić siebie nawzajem.
-Dobra, zaczniemy od czegoś prostego. Powtórzcie po mnie Caesa! Dobra, a teraz patrzcie. - Raih odwrócił się do własnego manekina, poruszył ostro różdżką wypowiadając jednocześnie zaklęcie. Z końca patyka wyleciało kilkanaście krótkich fioletowych promieni, które ponacinały manekina niczym noże - Nie zabijecie tym przeciwnika i, o ile nie będzie olbrzymem, wykluczycie go chociaż na chwilę z walki. No, to do roboty!
-Caesa! - Raven przyjrzał się uważnie Danielowi, który jako pierwszy rzucił zaklęcie. Gest dobry, wypowiedział słowo poprawnie, ale z jego różdżki zamiast krótkich promieni wyleciały ze świergotem fioletowe ptaszki. Reszta zaskoczona niespodziewanymi odgłosami zapomniała, że miała dokładnie celować i tym sposobem czar Mishry uderzył w ścianę, a zaklęcie Sophie minęło chłopaka o włos i zderzyło się z tym Alice powodując drobny acz głośny wybuch.
A blondyn tylko patrzył na to wszystko z przerażoną miną i zastanawiał się jak on to do licha przeżyje.
Po obiedzie i kolejnej godzinie zaklęć opuścili Kwaterę i ruszyli labiryntem korytarzy na zewnątrz. -Myślę, że niektórym z was jazda konna się spodoba, ale raczej nie wszystkim. Dlatego też nasuwa się pytanie czemu zmuszamy was do tego skoro nie wszyscy to lubią. Odpowiedź jest bardzo prosta - bo to doskonały trening. W jeździe konnej używane są wszystkie mięśnie, nawet te, o których jeszcze nie wiecie, dzięki czemu stajecie się silniejsi, ale też poprawia się wasz refleks.
W czasie przemowy Raiha zdążyli dotrzeć do dużego, drewnianego budynku i przyległych do niego ogrodzonych terenów. Na zewnątrz pasło się kilka długonogich rumaków o pięknej lśniącej sierści.
-Przez pierwsze pół roku będziecie jeździć na różnych koniach, ale później jeżeli będziecie chcieli możecie sobie wybrać jednego na stałe. Zacznijmy jednak od czegoś prostszego. - weszli za nim do kolejnego pomieszczenia, w którym było pełno siodeł, ogłowi i innych końskich akcesori. Raven wziął do ręki coś co wyglądała na kilka pasków połączonych metalowymi kółkami. - Czy ktoś wie jak to się nazywa?
-Kantar. - odpowiedziała mu Alice
-Dobrze, to teraz chodźcie, pokaże wam jak się go zakłada.
Tak właśnie mijał im czas i nim się obejrzeli mieli za sobą już trzy miesiące szkolenia. Wszyscy się ze sobą bardzo mocno zżyli i każdą wolną chwilę spędzali razem starając poznać się jeszcze bardziej.
Harry siedział właśnie w bibliotece ucząc się o historii swojej rasy i wystukując na biurku tylko sobie znany rytm kiedy do pomieszczenia wemknęła się po cichu Alice.
-Nii-san*, Raih powiedział, że chce nam coś pokazać. - chłopak spojrzał na nią zaciekawiony, ale ona tylko wzruszyła ramiona - Nic więcej mi nie powiedział, wiesz jaki on jest.
Skinął głową zgadzając się z nią. Raih potrafił mówić naprawdę dużo w krótkim czasie, ale jeśli chciał zachować coś w tajemnicy to nie było możliwości, żeby coś z niego wyciągnąć. Ruszył za dziewczyną i po chwili z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że kierują się na zewnątrz. Przed wejściem do Ośrodka Szkoleniowego czekał już na nich Raih w towarzystwie trzech czarnowłosych kobiet.
-O, jesteście już! Przedstawiam wam May, Anya'ę* i Norę Lancaster chociaż was bardziej powinno zainteresować, że ich nazwisko rodowe brzmi Fineriell. Moje panie poznajcie Mishrę i Alice Fineriell. Te trzy urocze kobiety podjęły się tej beznadziejnej roboty jaką jest uczenie was. Zabiorą was teraz do domu i wytłumaczą kilka rzeczy związanych z Fineriellami, a ja w tym czasie podręczę Sophie i Daniela. - uśmiechnął się jakby planował coś wyjątkowo wrednego, pomachał im na pożegnanie i zniknął w zamku
-Ten to się chyba nigdy nie zmieni. - mruknęła Nora, a jej siostry zachichotały - Dobrze, złapcie nas za ręce i przeniesiemy się.
Wylądowali przez kutą czarną bramą, za którą widać było tylko czerń. Musiała być to jednak tylko jakaś iluzja, ponieważ kiedy Anya pchnęła wrota ich oczom ukazał się zadbany ogród pełen zieleni. I kotów. Były wszędzie, małe i domowe spały na drzewach, a wielkie dzikie kocury odpoczywały w ich cieniu.
-To są Fineriellowie - spojrzała na jakiegoś zadowolonego dachowca wylegującego się lampartowi na grzbiecie - I ich koty.
-Koty mają koty? - mruknęła z ironią Alice
-I psy - dodała po namyśle May - I papugi, i rybki, i szczury, i węże i cholera wie co jeszcze.
-Ooo - zaciekawiła się dziewczyna popatrzyła błagalnie na Mishrę - Myślisz, że jak wrócimy do Anglii to mogłabym mieć psa?
-Jasne - westchnął chłopak zrezygnowany. Oboje wiedzieli, że jeśli Alice o coś poprosi to najczęściej się na to zgadzał.
-A Dumbledore nie będzie marudził?
-Pogadam z nim.
Trzy kobiety zaśmiały się cicho słuchając ich wymiany zdań. Alice zdecydowanie odziedziczyła po Lily dyskretny urok osobisty, który pozwalał czasem na osiągnięcie celu bez zbędnych dyskusji.
Ruszyli drogą prowadzącą do domu. Budynek był trzypiętrowy w kolorze kości słoniowej z czarnymi wstawkami. Nora otworzyła przed nimi drzwi i z uśmiechem zaprosiła do środka.
-Witamy was w rezydencji rodu Fineriell.
Hol był przestronny i ładny, ale chłodny. Dopiero kiedy weszli po schodach zobaczyli jak naprawdę wygląda dom. Był mroczny, ale nie niegościnny. Piękny, ale nie przesadny. Jak dla nich - idealny.
-To są miejsca dostępne dla wszystkich z rodu, ale zaraz dojdziemy dojdziemy do waszego piętra. Jest ono podzielone na dwie, prawie identyczne części. Macie sypialnię z łazienką, pokój gościnny, salon, gabinet i jeden pusty pokój.Na parterze, koło schodów znajduje się jeszcze jeden gabinet, w którym można przyjmować przychodzących tu ludzi. Oczywiście jeśli chcecie możecie wszystko zmieniać, bo to jest wasz dom, ale mówię z doświadczenia, że takie ułożenie sprawdzało się w przeszłości.
Weszli na górę i lekko zdziwili się na widok mięciutkiego dywanu rozłożonego na całej podłodze. Ich zaskoczenie pogłębiło się kiedy zobaczyli w jednym z salonów ogromną kanapę i głębokie fotele. May zaśmiała się widząc ich miny.
-No co? Ostatecznie jesteśmy kotami i lubimy mięciutkie rzeczy.
* * * *
*Nii-san - starszy brat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz