czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział XI

   Dalsza podróż pociągiem minęła im we względnym spokoju, ale na peronie musieli się rozstać. Z całej czwórki jedynie Harry był wcześniej uczniem Hogwartu, tak więc cała reszta ruszyła w stronę jeziora i czekających tam łódek. Czarnowłosy natomiast poszedł szukać wolnego miejsca w powozie prowadząc na smyczy Księcia. Na szczęście w jednym z nich spotkał Neville'a i Lunę, którzy okazali tylko odrobinę zaniepokojenia na widok wielkiego zwierzaka.
-Cześć Harry! - powiedzieli razem - Twój ponurak wygląda niesamowicie... - mruknęła Luna
-Właściwie to zwykły pies - Książę łypnął na niego z oburzeniem - i nie jest mój. Należy do mojej siostry.
-Hermiona wspomniała nam o tym w pociągu, ale...to prawda? Masz młodszą siostrę?
-Taa, ja też byłem zaskoczony jak się dowiedziałem. Nawet sobie nie wyobrażacie jak, ale teraz się po prostu cieszę, że jest. Nawet jeśli bywa czasem nieznośna.
Później trzymali się już tylko bezpiecznego tematu szkoły i niewiadomej osoby nauczyciela OPCM, więc droga minęła w przyjaznej i wesołej atmosferze. Niestety prysnęła ona zaraz po ich wejściu do Wielkiej Sali. Pomimo tego, że zostawił Księcia w Sali Wejściowej to i tak uwaga wszystkich skupiła się na Potterze. Większość co prawda nie wiedziała, że zniknął z Londynu na miesiąc, ale każdy mógł zauważyć zmiany jakie w nim zaszły. Długotrwałe treningi oraz odpowiednia dieta sprawiły, że zdecydowanie nie przypominał już tego chuderlawego dzieciaka z przed wakacji, brak okularów i przydługie włosy opadające na jedno oko dodawały jego postaci buntowniczości. Zmienił się nawet jego sposób chodzenia i gestykulacja. Teraz zamiast zahukanego dziecka wyglądał na pewnego siebie arystokratę(którym w pewnym sensie był). On sam starając się nie zwracać na nich uwagi ruszył do stołu Gryfonów z Longbottomem. Chwilę później do Sali wkroczyli pierwszoroczni i chcąc, nie chcąc uczniowie skupili się na nich, a kiedy na samym końcu pojawiła się czwórka starszych uczniów to, przynajmniej na chwilę, osoba Harry'ego popadła w zapomnienie. 
-Witajcie moi drodzy! - zaczął Dumbledore - Profesor McGonagall poprowadzi teraz Ceremonię Przydziału, a później ogłoszę wam kilka ważnych spraw. Zaczynajmy!
Kobieta ułożyła stary kapelusz na równie wysłużonym stołku i bez dalszych opóźnień rozpoczęła. Jak co roku przydział przebiegał bez większych rewelacji, więc zanim zbliżyli się do końca większość osób ponownie skupiła się na plotkach powtarzanych cichym szeptem. Mimo to kiedy tajemnicza czwórka zbliżyła się do siedzenia na Sali zapanowała cisza.
-Conetti Daniel. - chłopak usiadł na stołku i uśmiechnął się rozbrajająco do pozostałej trójki. McGonagall popatrzyła na niego z dezaprobatą, ale nic nie powiedziała i włożyła mu tiarę na głowę. Kapelusz zamyślił się, pokrzywił aż w końcu coś mruknął, a kiedy chłopak pokiwał głową wykrzyknął:
-Ravenclaw! - Conetti wstał ze stołka i poszedł do swojego stołu po drodze uśmiechając się do Mishry, który odpowiedział tym samym. Daniel mógł wyglądać na lekkoducha, ale interesował się najstarszymi i najbardziej tajemniczymi dziedzinami magii.
-Elven Sophie. - kiedy wicedyrektorka ułożyła czapkę na głowie czerwonowłosej tiara ponownie się zamyśliła i wymieniła kilka słów z dziewczyną po czym wykrzyknęła:
-Slytherin!- Sophie zeskoczyła ze stołka i ruszyła pod ścianę do stołu Ślizgonów.
-Morri Amon. - Mishra przyjrzał się dokładnie chłopakowi. Był pewny, że nigdy się nie spotkali i nie przypominał sobie nawet jego nazwiska, ale z jakiegoś powodu miał przeczucie, że nie jest on zwykłym uczniem. Miał blond włosy, duże bursztynowe i wyglądał jakby przydział tak naprawdę nie za wiele go interesował. Przysiadł na stołku, a po chwili na sali było słychać:
-Gryffindor! - chłopak ruszył do stołu i chcąc nie chcąc musiał usiąść naprzeciwko Pottera, ale zanim zdążyli zamienić choćby słowo McGonagall wyczytała ostatnią osobę
-Potter Alice. - Jak na zawołanie na Sali zapanowała całkowita cisza. Całkowicie niezrażona dziewczyna rozsiadła się na stołku i uśmiechnęła się do brata. Wicedyrektorka ułożyła jej na włosach kapelusz, a ten skrzywił się lekko, zamyślił i nie pytając dziewczyny o zdanie wykrzyknął:
-Slytherin! - Zanim wstała Alice zdążyła jeszcze jak tiara coś do siebie mruczy, więc wytężyła słuch.
-Już raz dałam wybór jednemu Potterowi i do tej pory nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam...
Dziewczyna wzruszyła ramiona. Jak to mówią mugole: nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. 
Dopiero kiedy kobieta ściągnęła jej czapkę zorientowała się, że cała Wielka Sala zamarła, a gdy wstała uczniowie wrócili z hałasem do życia. W całym pomieszczeniu wybuchły rozmowy, które ucichły dopiero po powstaniu Dumbledore'a.
-Jak widzę zauważyliście już, że w tym roku dołączyło do nas kilku starszych uczniów, w tym młodsza siostra pana Pottera. Mam nadzieję, że wszystkich ciepło powitacie i pomożecie odnaleźć się w nowym miejscu. Jeśli chodzi o nowego nauczyciela OPCM to jak większość z was już zapewne zauważyła nie jest jeszcze obecny, ale pojawi się już na jutrzejszych lekcjach. Jestem zobowiązany przypomnieć wam, że wstęp do Zakazanego Lasu jest ZAKAZANY, a lista zabronionych przedmiotów znajduje się na drzwiach Gabinetu pana Filcha. A teraz..Wcinajcie!
    Jak to zwykle bywało, wygłodniali po całym dniu, uczniowie zajęli się jedzeniem na chwilę zapominając o niezwykłych wydarzeniach. Niestety swoboda nowych uczniów nie trwała długo, bo kiedy tylko pierwszy głód został zaspokojony po Sali ponownie rozniósł się szum rozmów. Dlatego też czwórka czerwonych czym prędzej dokończyła posiłek i ruszyła do drzwi odprowadzona zaciekawionym spojrzeniami. Dopiero kiedy zatrzymali się tuż obok odpoczywającego w holu Księcia zaczęli rozmowę.
-I jak wam się podoba w Hogwarcie? - rzucił Mishra
-Jest niesamowity! Szczególnie sufit w Wielkiej Sali! - uśmiechnęła się Soph rozglądając się po korytarzu
-Mhm. Szkoda tylko trochę, że uczniowie muszą się tak zachowywać. - mruknęła sennie Alice opierając się o brata - Są strasznie upierdliwi...
-A ty co? Już odlatujesz? - zaśmiał się Daniel - Myślałam, że jako kotołaki nie potrzebujecie tak dużo snu.
-Chciałabym ci przypomnieć, że koty lubią spać, a po za ty-
-A po za tym moja szanowna siostra zamknęła się na kilka dni i nocy przed wyjazdem w swojej pracowni i za nic nie chciała wyjść mówiąc, że musi dokończyć coś ważnego. - westchnął Mishra obejmując dziewczynę ramieniem - Co ważniejsze zastanawia mnie ten chłopak, Amon.
-Ładniutki jest, czyżbyś czuł się zagrożony? - zaśmiała się Sophie - Gryffindor zgarnia wszystkich szkolnych przystojniaków!
-A ja?! - oburzył się się Daniel - To przecież ja tu jestem ucieleśnieniem wszystkich kobiecych pragnień!
Pozostała trójka wybuchnęła śmiechem, a chłopak starał się zachować poważny wyraz twarzy, ale po chwili również dołączył. Kiedy w końcu się uspokoili Mishra ponownie rozpoczął temat:
-Żarty żartami, ale on naprawdę nie wygląda mi na zwykłego ucznia. Myślę, że..- przerwało mu pojawienie się się w holu omawianego - Po prostu uważajcie. Do jutra.
Cmoknął siostrę w policzek i ruszył w stronę jasnowłosego chłopaka.
-Cześć, jesteś Amon prawda?
-Taa, a sądząc z burzliwych reakcji po twoim wyjściu wnioskuję, że ty jesteś tym słynnym Harry'm Potterem. - blondyn uśmiechnął się i wyciągnął dłoń na powitanie - To musi być trudne znosić takie zachowanie na co dzień.
-Nawet sobie nie wyobrażasz. - zaśmiał się Fineriell cały czas zastanawiając się co mu nie pasuje w tym chłopaku - Chodź, pokaże ci chociaż kawałek zamku zanim reszta nie skończy jeść. Bez hasła, które znają tylko prefekci i tak nie wejdziemy.
-Okej.

***

Mishra, przyzwyczajony na szkoleniu do wczesnego wstawania, obudził się na długo przed budzikiem. Przebrał się w sportowe ubranie i wymknął na poranny trening.  Teoretycznie powinien spotkać na dworze całą drużynę, ale podejrzewał, że czując odrobinę wolności związaną z zakończeniem szkolenia postanowili się wyspać. Zdecydował pozwolić im na to dzisiaj, ale od jutra nie będzie miał litości. Mimo wszystko poczuł się mile zaskoczony kiedy zobaczył na błoniach biegającą Sophie. Gdy przebiegała niedaleko wejścia dołączył do niej z uśmiechem.
-Cześć, już myślałam, że będę dziś ćwiczyć sama. - zawołała
-Trzeba było obudzić Al!
-Zapomnij, kiedy wczoraj weszłyśmy do dormitorium padła na łóżko i zasnęła jak kamień, a gdy dziś rano wychodziłam wyglądała jakby potrzebowała jeszcze jakichś trzech dni snu.
-Alice, Alice... - mruknął Fineriell kręcąc głową - Ta dziewczyna nigdy nie wie kiedy przestać...
Nie dane mu było powiedzieć nic więcej, ponieważ dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Cieszę się mogąc uczynić twe życie szczęśliwszym, ale czy mogłabyś mi wyjaśnić powód twej nagłej wesołości?
Zamiast odpowiedzieć czerwonowłosa zaczęła śmiać się jeszcze głośniej, aż w końcu musiała się zatrzymać i oprzeć ręce na kolanach. Notos przebiegł jeszcze kilka kroków zanim się zatrzymał i obejrzał szczerze zaciekawiony. Ostatnie dwa lata spędził wśród członków Bractwa, którzy w momencie, w którym dowiadywali się kim jest stojący przed nimi przystojny młody mężczyzna natychmiast nabierali szacunku i nie mieli mu już za wiele do powiedzenia. Szczerze mówiąc nie dziwił się im. Ród Fineriell właściwie stanowił prawo wśród nich, a ponad nim byli na dobrą sprawę tylko Mistrz i Wyrocznia. W dodatku nie znali go i nie wiedzieli czy nie okaże się zadufanym w sobie dzieciakiem.
Dlatego też jeszcze cenniejsze stało się dla niego towarzystwo przyjaciół. Tych kilkoro totalnie bezczelnych ludzi za nic miało sobie jego umiejętności oraz pozycję i zawsze mówili dokładnie to co myśleli.
-No bo...hahaha...ro-...hahaha...robicie dokładnie to samo! Dwa tygodnie temu to ona skarżyła się, że po nocach siedzisz nad jakimiś papierami...hahaha....
Chłopak przeanalizował to co powiedziała i z rozbawieniem musiał przyznać jej rację. Mimo to postanowił przybrać oburzony wyraz twarzy i ruszył w stronę Sophie. Ta, wyczuwając zagrożenie, chciała uciekać, ale Mishra dopadł ją w dwóch skokach i zaczął...łaskotać. Dziewczyna zawyła jeszcze głośniej ze śmiechu i nie dając już rady runęła na ziemię ciągnąc za sobą czarnowłosego. Teraz z kolei znaleźli się w pozycji, która szybko ją uciszyła. Chłopak wylądował praktycznie na niej podpierając się jedną ręką, aby jej nie zgnieść. Drugą ręką natomiast odgarnął jej niesforne kosmyki z twarzy...
-HAU!
Oboje podskoczyli do góry jakby ktoś ich poraził prądem, a później odwrócili się w stronę szczekania. W ich stronę biegł szczekając głośno i radośnie Książę, a kilkanaście metrów za nim o wiele wolniejszym tempem podążała wyglądająca jak siedem nieszczęść Alice. Miała rozczochrane włosy i podkrążone oczy, a do tego włożyła na siebie luźny T-shirt, który prawie zakrywał krótkie spodenki, a do tego niezawiązanie trampki.
-Czyżbyśmy wam w czymś przeszkodzili? - zawołała zachrypniętym od snu głosem podchodząc bliżej
-Em...Nie, skąd. Tak tylko żartowaliśmy... - Mishra uśmiechnął się do siostry niewinnie, a Sophie nieco zbyt energicznie pokiwała głową
-Jassne...- mruknęła Al zastanawiając się jak tak inteligentni ludzie mogą być tacy głupi
-A czy ty przypadkiem nie odsypiałaś, droga siostro?
-Odsypiałam, jeśli musisz już koniecznie wiedzieć, ale Książę postanowił, że należy mu się wyjście na dwór. - powiedziała przyklękając, żeby zawiązać buty. Po tej drobnej operacji zawołała psa i ruszyli biegiem w stronę Zakazanego Lasu.
-Tylko przyjdź na śniadanie! - zawołał za nią Mishra
-Jasne! - odkrzyknęła nawet się nie odwracając, a Mishra pokręcił głową ze zrezygnowaniem na co Sophie ponownie zaczęła się śmiać
-Ja wiem, że znacie się tylko dwa lata, ale czasami zachowujecie się jakbyście spędzili razem całe życie!